Poniedziałek.
Słowo i dzień znienawidzone
przez przynajmniej ¾ populacji świata. Jestem jedną z tych osób, a mój budzik
jest wyjątkowo dla mnie okrutny, ale wstałam, wzięłam szybki prysznic, i
poszłam do garderoby. Wybrałam bordowy sweter oversize, do tego czarne obcisłe
spodnie i bordowe All Stary (mam ich sporo), a moje włosy związałam w wysoki
kok. Zeszłam na dół, szybko zjadłam śniadanie i usłyszałam klakson. Chwyciłam
plecak i wyszłam na zewnątrz. Moim oczom ukazało się czarne auto, a w nim Ian i
Stacy. Uśmiechnęłam się do nich, zamknęłam drzwi i szybko ruszyłam do auta.
- Stacy spadaj na tył.
- Ian, spokojnie usiądę z tyłu. To serio nie problem.
- Wolę mieć ciebie z przodu.
- Nie ruszam się. - Stacy nawet nie wie jak mnie to cieszy, wpakowałam się na
tył. Szatynka nie mogła przestać gadać o imprezie, która ma być w piątek.
Gadała jak najęta, a jej brat patrzył w skupieniu na drogę, ale czasem zerkał
na tylne siedzenie przez lusterko wsteczne. Uśmiechnął się, gdy nasze oczy się
spotkały. Nadal jest nieśmiały czy tak udaje ? - przemknęło mi przez myśl.
Nareszcie dojechaliśmy. Szybko wyskoczyłam z auta, bo musiałam udać się jeszcze
do dyrektora.
Za sobą usłyszałam tylko jakiś męski głos krzyczący imię Iana. Stacy dotrzymała
mi kroku i doprowadziła do dyrektora. Weszłam do gabinetu, pomieszczenie było
prawie całe w drewnie, a naprzeciwko drzwi był wielki czarny fotel, odwrócony
tyłem.
- Dzień dobry. - Powiedziałam, a fotel się odwrócił. Siedział w nim mężczyzna,
na oko przed pięćdziesiątką. Uśmiechnął się lekko i zaczął mi opowiadać o
szkole. Dostałam szyfr do szafki na korytarzu i tej przy sali gimnastycznej.
Podziękowałam za wszystko i wyszłam na korytarz, gdzie czekała Stacy.
- No nareszcie. Właśnie ! Idziesz w piątek. Musisz.
- Nie. Wolałabym odpuścić.
- O nie, nie, nie. To pierwsza impreza, na której byś tu była musisz pójść.
Dzisiaj idziemy kupić ci piękną kieckę. - Jedynie westchnęłam i ruszyłam za
dziewczyną do szafki, a potem do sali.
Weszłyśmy i od razu zauważyłam, że ławki są pojedyncze. Zajęłam miejsce obok
Stacy. A do sali wszedł, chłopak z którym wczoraj miałam sprzeczkę. Opuściłam
głowę i zaczęłam coś bazgrać w notesie. Zabrzmiał dzwonek i przyszła
nauczycielka angielskiego.
- Dzień dobry. - rozłożyła rzeczy na biurku i spojrzała na mnie - Mamy nową
koleżankę. Chodź kochaniutka, powiedz nam coś o sobie. - powiedziała z
uśmiechem.
- Czy to konieczne ? - w odpowiedzi jedynie kiwnęła głową. Zatem wstałam i
wyszłam przed ławki. Odwróciłam się przodem do uczniów.
- Jestem Victoria Douglas. Sporo podróżuję przez pracę mojego taty. Nie ma
zbytnio co opowiadać, do końca roku chyba jakoś mnie poznacie.
- Victoria ? A nie Vi ? - Odezwał się ktoś z końca sali - z tego co pamiętam to
Vi mnie wczoraj opieprzyła nie Victoria.
- Nick wyrażaj się albo pójdziesz do dyrektora.
- Vi mówią mi przyjaciele. A jak to ująłeś, opieprzyłam cię, bo ci się
należało. - wróciłam do ławki i przez resztę dnia próbowałam nie wpakować się w
kolejną potyczkę słowną z tym chłopakiem.
Po zajęciach razem ze Stacy
podeszłyśmy do auta Iana, ale był tam też on, Nick. Spojrzał na mnie z
wyższością, uważa się za lepszego. Cholerny narcyz.
- Braciak jedziemy ?
- Zaraz Stacy.
Odeszłyśmy kawałek i dziewczyna zaczęła po raz kolejny dzisiaj temat piątkowej
imprezy, a raczej balu i to maskowego. Myśl balu trochę mnie przeraża, nie
lubię tego typu imprez, ale szatynka się uparła, a ja nie umiem jej odmówić. Po
kilku minutach zawołał nas jej brat i odwiózł mnie do domu. Umówiłam się ze
Stacy, że za dwie godziny po nią przyjadę i pojedziemy po tą kiece.
Weszłam do domu, przegryzłam
coś i przejrzałam zadania, które kazano nam dzisiaj wykonać. Zrobiłam część, a
potem wzięłam auto i pojechałam.
Po trzydziestu minutach byłyśmy już w jej ulubionym sklepie. Dziewczyna starała
się i co rusz pokazywała mi inne sukienki. Weszłam do przymierzalni, a tam na
wieszaku wisiała piękna czerwona sukienka. Góra wyglądała jak gorset ze
zdobieniami z małych diamencików i koronki, a dolna część spływała falami, z
przodu była trochę krótsza niż z tyłu. Była idealna. Do kompletu udało nam się
znaleźć czarną maskę - wyglądała jakby była wykonana cała z koronki. Mam w domu
buty, które będą pasować do tego zestawu idealnie. Zatem zakupy uważam za skończone.
Poszłyśmy na pizzę, a Stacy nawijała tylko o jednym chłopaku, którego jeszcze
nie poznałam - David, obiekt jej westchnień. Zaczęło robić się ciemno, więc
odwiozłam szatynkę i wróciłam do domu.
Weszłam do garderoby i
zostawiłam tam wszystkie kupione rzeczy. Wróciłam do pokoju, by dokończyć
zadania. Nie było ich za specjalnie dużo i nie były jakoś wybitnie trudne, więc
uporałam się z tym dość szybko. Wlałam wody do wanny i poddałam się relaksowi.
Rozmyślałam o tym dniu i dopiero teraz dotarło do mnie, że Ian nie jest ze mną
w klasie, a cholerny Nick tak. Po co w ogóle myślisz o tym narcyzie ? Zanurzyłam głowę pod wodę i
chwile tak trwałam. Po niespełna godzinie opuściłam wannę i położyłam się do
łóżka. Wzięłam telefon do ręki i zauważyłam wiadomości od Stacy, Iana... i
Nicka ?!
Nicolas Black: Nie ładnie się zachowujesz,
bardzo mi się to nie podoba mała.
Jedyną moją reakcją w tej
chwili był śmiech. Serio ? Miałam się przejąć tym, że coś mu się nie podoba ?
Też mi coś. Rozbawił mnie.
Victoria
Douglas: Nie
musi Ci się podobać.
Odpisałam i odłożyłam telefon,
a po kilku chwilach już spałam.
Brak komentarzy: