Zadzwonił budzik, mój największy wróg. Z ogromną niechęcią wstałam z łóżka i poszłam wybrać ubrania. Nie miałam ochoty się dzisiaj stroić, więc postawiłam dziś na szare spodnie i trochę za dużą czarną bluzę z kapturem. Szybko się ogarnęłam, zawiązałam stabilnego koka, jak zawsze i zeszłam na dół. Nie miałam ochoty na śniadanie, wrzuciłam tylko jabłko do plecaka i stwierdziłam, że dzisiaj przejdę się do szkoły. Dałam znać Stacy, żeby nie przyjeżdżali i ruszyłam w drogę. Miałam co iść, bo przynajmniej z 25 minut.
Szłam
sobie spokojnie, gdy obok mnie zatrzymało się auto.
- Może jakbyś była milsza to bym cię podwiózł. Ale ty mała, nawet wieczorem nie
przeprosiłaś. – milczałam i szłam dalej. Łatwiej będzie go ignorować. – Mówię
do ciebie. – użył klaksonu. Spojrzałam na niego i wzięłam głęboki oddech. Już
widziałam u niego nadzieję, że dałam się sprowokować.
- Mhm – mruknęłam, na co chłopak głośno prychnął i wcisnął gaz, tylko po to by
zniknąć za rogiem. Tyle dobrego, że dał mi spokój. Po kilku minutach dotarłam
na miejsce, na parkingu widziałam jak opiera się o swoje czerwone auto i z
dziwnym uśmieszkiem przyglądał się mojej osobie. Przewróciłam oczami i udałam
się do mojej szafki. Wyjęłam odpowiedne książki i notatniki, schowałam do
plecaka i szybko udałam się do sali od francuskiego. Zajęłam pierwsze lepsze
miejsce, zdążyłam przygotować wszystko do zajęć, a do sali wpadła młoda Wild.
- Zdążyłam ? – pytała zadyszana.
- A widzisz tu kogoś poza nami ? – szatynka rozejrzała i zaśmiała się. Zajęła
miejsce obok i zaczęła swój ulubiony temat, jednak ja jej przerwałam – Stacy
słuchaj. Nikt nie może wiedzieć, że ja.. no wiesz.
- Czemu ? – już miałam jej powiedzieć, ale zaczęli zbierać się uczniowie w
klasie.
- Powiem ci na przerwie. Pamiętaj, żeby się nie wygadać. Chyba Ianowi nie
mówiłaś ?
- Mówiłam, że kupiłam kolejną sukienkę, ale jest u ciebie, bo mama by mnie
zabiła za kolejną.
- Ok.
Do kremowego pomieszczenia, weszła młoda nauczycielka. Nie wiem czy ma nawet
trzydzieści lat. Kilku uczniów wręcz ślini się na widok tej kobiety. Żałosne –
przeszło mi przez myśl. Nauczycielka zaczęła lekcję, opowiadała z ogromną pasją
o języku.
- Panowie w ostatnim rzędzie, proszę o spokój. Może lepiej byście posłuchali i
dla odmiany się czegoś nauczyli. – z tyłu było słychać tylko prychnięcia –
Francuski, dalej zwany językiem miłości. – mówiła coś jeszcze, ale już się
wyłączyłam. Rysowałam jakieś dziwne szlaczki w notesie.
Gdy
do moich uszu dotarł dźwięk dzwonka, niezwykle się ucieszyłam, zabrałam rzeczy
i jak co przerwę zaliczyłam spacer do szafki. Otworzyłam ją i głośno
westchnęłam. Znikąd pojawił się obok mnie Ian.
- Cześć – uśmiechnął się szeroko – Pytanko, idziesz z kimś na bal ?
- Hej, nie. – Mówiłam grzebiąc w szafce.
- To może chcesz ze mną ?
- Ian, myślałam, że Stacy ci mówiła. Ja nie idę na ten bal. Takie imprezy to
nie moja bajka. Przepraszam. – uśmiechnęłam się lekko – wybacz, ale muszę
uciekać na zajęcia.
Ucieczka
– to było wyjątkowo dobre słowo definiujące to co teraz zrobiłam, ale to był
chyba jedyny sposób.
Przetrwałam
resztę zajęć. Powiedziałam Stacy, że zastanowię się czy pójdę na ten cały bal.
Mimo, że sukienkę już kupiłam, nie jestem pewna czy to dobry pomysł abym tam
szła. Pożegnałyśmy się pod szkołą, a ja wróciłam do domu w ten sam sposób jak
do szkoły. Nie pójdę, nie chcę i nie powinnam. Jeśli pójdę to.. no właśnie co ?
Może będzie inaczej niż zwykle. Weszłam do domu i w końcu coś zjadłam, przez
cały dzień nie miałam apetytu. Odpoczęłam trochę w salonie i poszłam na górę.
Weszłam do garderoby, wyjęłam maskę z pudełeczka i przyłożyłam do twarzy.
Nadal
wyglądam jak ja.
Wtedy
mnie olśniło. Wymyśliłam plan idealny. Od jutra będę zbierać wszystkie elementy
do jego realizacji. Dzisiaj jednak zajęłam się zadaniami, myślałam że skończę
je całkiem szybko. Nawet nie wiedziałam jeszcze jak się myliłam.
Stacy Wild: W życiu nie zgadniesz kto siedzi w moim
salonie ! ! !
Victoria Douglas: Nie zamierzam
zgadywać. Kto ?
Stacy Wild: Przystojny duet (brakuje
trzeciego muszkietera) DAVID I NICK !
Victoria Douglas: Nie jaraj się tak.
Przyszli pewnie do Iana, nie do Ciebie.
Stacy Wild: Wredna jesteś!
Victoria Douglas: I tak mnie kochasz
!
Stacy Wild: FAKT !
Brak komentarzy: